Jak przekazać emocje głosem?

Jak przekazać emocje głosem zapyta zapewne każdy, kto choć raz występował publicznie.

Jeśli zdarzyło Ci się prowadzić prezentację w pracy, przemawiać na forum grupy, tworzyć filmik na YouTube czy nagrywać podcast, to z pewnością temat emocji musiał się mocno pojawić.

Co się dzieje?

Jesteśmy dobrze przygotowani, wiemy co i jak należy powiedzieć, ale finalnie… nuda.

Głos brzmi monotonnie, intonacja na poziomie agonalnym, a ogólny wydźwięk wystąpienia… przestraszony lub senny.

Albo jeszcze gorzej. Dopada nas stres. I to ten z tych najgorszych, popularnie nazywany tremą.

Największe jednak zdziwienie powoduje odkrycie, jak duży kontrast pojawia się między tym, co faktycznie słychać lub widać na nagraniu, a naszymi intencjami, które przecież najczęściej są bardzo dobre.

Ale czy na pewno?

Otóż aby przekazać emocje głosem na szczęście nie musimy robić nic.

Serio. Zupełnie nic.

Natura wykonuje to za nas. Musimy tylko czuć.

Kiedy przejmujemy to naturalne narzędzie w nasze, ludzkie ręce, od razu pojawiają się problemy i to całe ich mnóstwo.

Czyli o co chodzi z tymi emocjami?

Spróbuję wytłumaczyć jak to działa.

Zastanówcie się przez chwile-czy próbowaliście kiedyś ukryć smutek, rozczarowanie czy urazę?

Przykład może dotyczyć także pozytywnych uczuć ; podekscytowanie, radość czy rozbawienie?

Czy udało się powstrzymać w głębokim wzruszeniu łzy lub pod wpływem dobrego żartu stłumić nagły wybuch śmiechu?

Nie, nie i jeszcze raz nie!

No, może jedno tak się znajdzie. Najczęściej jednak nie potrafimy ukryć silnych emocji, a nasz głos bardzo szybko i szczerze wszystko ujawnia.

Więc jeśli oglądając własne nagranie sami dochodzicie do wniosku, że sprawiacie wrażenie osób przestraszonych, to z pewnością tak właśnie jest.

Jeśli otrzymaliście od słuchaczy komunikat zwrotny, że no cóż, stres i nudna …to chciał, nie chciał, ale i taki komentarz musiał być zasadny.

Działa to więc tak, że na odbiorcę przechodzą aktualnie dominujące w nas emocje.

Naturalnie nie oznacza to, że w całokształcie jesteśmy zestresowani, nudni czy bojaźliwi. Oczywiście, że nie. Ale w danym momencie, pośród wielu innych, to te właśnie uczucia najsilniej wypłynęły w nas na powierzchnię.

No to po co czuć?

Niektórzy, jakoś tak intuicyjnie zdają sobie sprawę z tej prawidłowości i wpadają na pomysł, że w ogóle przestaną czuć (!).

Po prostu powiedzą, co maja do powiedzenia i tyle. Bez emocji. Zero.

Czy to się tak da? No cóż, może i tak, ale ja osobiście wolałabym gadające roboty bez cienia emocji oglądać raczej w kinie, niż mieć z nimi bezpośrednio do czynienia.

Czuj, czuj…czuwaj!

Jeden z klientów, z którym pracowałam podczas indywidualnych zajęć, bardzo wprost wyraził swoje oczekiwania, że własnie chciałby „nic nie czuć” np. kiedy rozmawia z podwładnymi czy wygłasza prezentacje.

Rozumiecie? Nie to, że chciałby czuć się lepiej, swobodniej czy pewniej. On chciałby nie czuć nic!

I nie jest to odosobniony przykład. Za tym niemal desperackim życzeniem najczęściej skrywa się fakt, że kompletnie nie radzimy sobie z całą masą silnych i nieprzyjemnych odczuć, których dodatkowo nie rozumiemy i….

Zaczynamy kombinować!

Prócz zjawiska „nicnieczucia” bardzo chętnie ogólnie ukrywamy nasze prawdziwe emocje.

Obawiamy się, że ich okazanie mogłoby mieć dla negatywne konsekwencje. Sądzimy też, że nas przerosną i być może całkowicie stracimy nad nimi kontrolę.

Skoro tak rzadko dajemy się ponieść naturalnemu „flow”, tracimy rozeznanie we własnych emocjach. Kiedy przychodzi czas aby z nich skorzystać, zwyczajnie boimy się przesady lub śmieszności.

Jednak pamiętajmy, że nic nie działa na nas równie destruktywnie jak tłumione uczucia.

Zarówno pod kątem ogólnej kondycji psychicznej jak i fizjologicznego poczucia zdrowia, wypieranie emocji w długofalowym efekcie, to na prawdę zły pomysł.

One i tak znajdą ujście, a następstwa mogą być dużo groźniejsze niż te, których pierwotnie chcieliśmy uniknąć.

Radzę dogadać się z emocjami i zrozumieć je, zanim zechcemy sterować nimi np. w trakcie wystąpień publicznych czy innej pracy głosem.

Nie walcz bo przegrasz!

Odpowiadając na pytanie jak przekazać emocje głosem jasne jest, że nie da się pominąć tematu stresu i tremy.

Są to jednak akurat te emocje, których jakoś specjalnie nie chcemy przekazywać.

Właściwie dlaczego?

Zastanówcie się nad faktami. Trema jest bardzo demokratyczna. Dotyczy wszystkich. Oczywiście w różnym stopniu i w rożnym nasileniu. Nawet profesjonaliści mają z nią do czynienia.

Rzecz jasna ludzie z dużym doświadczeniem scenicznym potrafią sobie z tremą znakomicie radzić. Ba! Niektórzy nawet uwielbiają ten naturalny, adrenalinowy kop!

Większość z nas wpada jednak na pomysł aby ukrywać zdenerwowanie. Tracimy przez to całą masę energii i koncentracji, która w danym momencie powinna być skupiona głównie na tym, co i jak mamy powiedzieć.

Walka ze stresem jest po prostu z góry skazana na porażkę. Wie ten, kto próbował.

Trema, która pojawia się w momencie kiedy staniemy przed publicznością, jest w dużej mierze zjawiskiem fizjologicznym, a na rozpędzoną fizjologię, nie możemy już zbyt wiele poradzić.

Przyspieszony oddech, bicie serca, suchość w ustach, ogólne pobudzenie to typowe objawy, które pojawiają się właśnie wtedy, kiedy pragniemy być spokojni i opanowani.

Ale po co właściwie mamy być spokojni?

I tutaj dochodzimy do sedna. Padamy ofiarami dość powszechnego błędu poznawczego.

Mianowicie uznajemy wszystkie te wyżej wymienione płynące z ciała objawy za kłopotliwe, zamiast za… pomocne!

Powtórzę- po co mamy być spokojni?

Przecież właśnie stajemy przed grupą np. nieznajomych osób i mamy coś do powiedzenia, do przeprowadzenia jakąś sprawę i musimy być choć odrobinę aktywni, energiczni, pobudzeni emocjonalnie właśnie po to, aby kogokolwiek sobą i tematem zainteresować.

Te wszystkie pojawiające się emocje mają za zadanie nam pomóc. Oczywiście pod warunkiem, że nie uznamy ich za niepotrzebne, wadliwe czy złe.

Ze stanu zupełnego, „kanapowego” luzu, większość aktywności głosowych typu przemawianie czy śpiewanie do publiczności, zwyczajnie nie była by możliwa

Pamiętajmy zatem, że ze stresem się nie walczy.

Stres się wykorzystuje!

Szczerość aż do bólu!

Jak wspomniałam trem jest bardzo demokratyczna i powszechna. Kiedy informujemy innych, że się denerwujemy w odpowiedzi zwykle dostajemy dużo empatii.

Bo kto nie zna tego stresu? Każdy zna.

Twoi słuchacze nie chcą abyś się denerwował. Zwykle też są bardzo chętni, także dla swoje komfortu, dodać Ci otuchy.

To rodzi przede wszystkim w grupie bardzo fajną, szczerą więź. Dlatego nie ukrywaj swoich emocji, poinformuj innych i zobacz jaką to przynosi ulgę. Teraz można się zająć na 100% tematem przemówienia.

Musisz mieć stosunek…emocjonalny!

Wracając do naturalnego przekazywania emocji głosem, aby Was ostatecznie przekonać, podam banalny przykład rozmowy telefonicznej.

Badając zjawisko empatii, amerykańscy eksperymentatorzy odkryli, że jesteśmy w stanie absolutnie trafnie określić nastój osoby z którą rozmawiamy.

Wystarczy krótki kontakt telefoniczny, aby nie znając rozmówcy, nigdy jej nie widząc, po samym tylko głosie (nie miała znaczenia treść konwersacji) dowiedzieć się zdecydowanie więcej, niż ktoś chciałby przekazać. Przy znanych nam, bliskich osobach, trafność rozpoznania oczywiście automatycznie wzrasta.

Polecam świetną prezentację, z której prócz wielu ciekawostek, dowiecie się, jak wiele sam głos może o nas powiedzieć.

Jak przekazać emocje głosem? www.wokaliza.eu

Co to oznacza?

Jeśli chcemy przekazać emocje głosem, musimy je przede wszystkim czuć.

Głęboko i autentycznie.

Nie w znaczeniu, że jeśli chcę kogoś zainteresować to muszę być interesujący, bo bycie dla kogoś interesującym jest przecież bardzo subiektywne. Jednego zainteresuje to, drugiego tamto. Wszystkim nie dogodzimy i nie o to tutaj chodzi.

Raczej o to, że aby kogoś zainteresować sami musi być zainteresowani. Jeżeli chcemy kogoś zaangażować, sami musimy być zaangażowani itd.

Rozumiecie?

W tej prawidłowości jest naprawdę cudowna i wyzwalająca od wszelkiego stresu prostota. Mieści się w niej także bardzo mi bliska idea dzielenia się wiedzą i umiejętnościami.

Kogo stresuje dzielenie się?

Dzielenie się jest fajne!

Zły temat, zły dzień.

Wiem, jestem szczęściarą. Jeżeli już staje przed publicznością i zabieram głos, to zwykle dotyczy to tematów związanych z moją osobistą pasją i tym samym pracą.

Uczę ludzi emisji głosu, czyli mówić i śpiewać; zdrowo, naturalnie i oczywiście bez stresu. Wszelkie związane z głosem zagadnienia autentycznie głęboko mnie interesują, a do tego bardzo lubię pracować z ludźmi.

Ale przecież miewam, jak każdy tzw. gorsze dni.

Co wtedy?

A co z tymi, których tematy wystąpień do których są np. zobowiązani w pracy nic a nic nie obchodzą? Jeśli musimy przeprowadzić szkolenie dajmy na to z…Excela? Nie chcę oczywiście nikogo urazić tym przykładem…ale nic bardziej nudnego aktualnie nie przychodzi mi do głowy.

Chodzi mi o to, że prawidłowość działa nawet kiedy mamy zły dzień czy kompletnie nieciekawy temat.

Tyle, że mamy trochę trudniej bo musimy dopiero odnaleźć te pożądane emocje, które chcemy w słuchaczu wzbudzić.

Autentyczność na wagę złota!

Jeżeli przykładowo temat prezentacji dotyczy już tego nieszczęsnego Excela, który jak wiemy mało nas interesuje, to…nie, nie przekonujmy siebie fałszywie i na siłę, że jednak nas to interesuje.

Zamiast tego poszukajmy czegoś, co będzie naprawdę ciekawe np. kto stworzył program, gdzie mieszka, jak potoczyła się jego kariera zawodowa itp.

Mając w zanadrzu ciekawostki lub anegdoty zyskujesz przede wszystkim pewność siebie. Wiesz, że masz do zaproponowania słuchaczowi coś nietypowego i wartościowego. Ty chcesz się tym podzielić, on z pewnością zechce słuchać.

Możecie pójść jeszcze krok dalej, w stronę pełnej autentyczności i powiedzieć dajmy na to : Słuchajcie! Mi też temat Excela wydawał się początkowo nudy, ale nie uwierzycie czego się dowiedziałam (łem)…

Mam nadzieję, że ten przykład Was zainspiruje i zaprowadzi w kierunku znacznego obniżenia nadmiaru stresu i niepotrzebnej tremy, czyli do miejsca, kiedy stajemy się mówcą autentycznym.

Jest to też ten kierunek, w którym sama osobiście podążam jako trener, pracując na zajęciach z wystąpień publicznych i emisji głosu.

Bądźmy świadomi!

Wystąpienia publiczne i wszelkiego typu nagania, są świetnym papierkiem lakmusowym ukazującym, co faktycznie jest, a nie to, co wydaje nam się, że powinno być. Warto się z tym skonfrontować.

Często na pytanie skierowane do znajomej osoby „Hej, co tam? Słyszę, że jesteś smutny?” możemy dostać odmowną odpowiedź.

Można więc przyjąć, że ta cała empatia nie działa i zwyczajnie się mylimy.

Najczęściej jednak, gdy wykażemy trochę więcej dociekliwości okazuje, że istotnie „coś” się stało; że dziewczyna, że chłopak, że mama, że szef itd.

Zwróćmy uwagę, że to nie zawsze skrytość powoduje niechęć przed ujawnieniem emocji, a kompletny brak świadomości ich przeżywania.

W trakcie indywidualnych konsultacji emisji głosu  zwykle rozpoczynam zajęcia od krótkiego nagrania i na tej podstawie budujemy pracę.

 W niektórych przypadkach oglądamy nagranie z wyciszonym dźwiękiem i efekty bywają niesamowite!

Ludzie mówią „O rany! Ale jestem smutna” albo ” Kurcze! wyglądam na przerażonego” i to jest dokładnie to, co staramy się tak pieczołowicie, nawet przed samym sobą ukryć.

Jak przekazać emocje głosem, oczywiście nie te emocje,  które nas dyskredytują, ale te gwarantujące sukces?

Otóż nijak!

Musimy być ich świadomi i po prostu je przeżywać!

To nigdy nie minie!

Na zakończenie chcę obalić jeszcze jeden mit. Wiele osób sądzi, że praca indywidualna czy taka w trakcie warsztatów posłuży temu, że w ogóle przestaną odczuwać tremę i stres.

Nie napiszę, że niestety tak się nie stanie bo bardzo „stety”. Tak się nie stanie, bo ten stres jest formą odwagi. Odwaga nam służy i jest bardzo potrzebna, choć oczywiście trochę też nas kosztuje.

Chodzi o to, aby to nie był stres ale… stresik.

Mały, do wytrzymania i dający dużo satysfakcji, kiedy się go przekroczy.

Mam nadzieję, że artykuł okazał się przydatny i inspirujący.

Zapraszam także do kontaktu :

Iza Skrypuch, trener emisji głosu izaskrypuch@gmai.com